czwartek, 15 grudnia 2016

grzybowa z kurek i knedle chlebowe z rozmarynem





















Dary lasu...
Według tradycji, aby zapewnić szczęście w gospodarstwie na kolejny rok, dary lasu powinny pojawić się na świątecznym stole. Wierzono, że grzyby, orzechy i miód mają magiczną moc czynienia. A co to konkretnie miało znaczyć? Jedzenie potraw z tymi składnikami miało zapewnić na kolejny rok urodzaj w lesie i naszym gospodarstwie. Jeśli więc, ku podtrzymaniu tradycji przodków naszych, pragniemy obfitości, to koniecznie jedzmy je ku zdrowiu naszemu i lasu płodności.

W moim rodzinnym domu grzyby i orzechy były zawsze. Pochodzę z rodziny grzybiarzy, więc do lasu chodziliśmy często, a im bliżej jesieni, tym częściej. Wiedzieliśmy, gdzie można znaleźć najwięcej kapeluszy, a ja miałam też swoje sekretne miejsce z poziomkami... i żółte wiaderko, do którego wkładałam zebrane dary lasu. Latem były to maliny, jagody i poziomki, a jesienią grzyby. Te ostatnie później pokrojone staraliśmy się w równych odstępach nanizać na nitkę, po czym wieszaliśmy jak najbliżej pieca, a zapach rozchodził się po domu. Te mniejsze i ładniejsze babcia pasteryzowała. Uwielbialiśmy smażone babcine borowiki i podgrzybki, które z cebulką były podsmażane i tak pyszne, jak gdyby były dopiero co zebrane. Przy każdym świątecznym obiedzie, lub innej uroczystej okazji, na stole pojawiały się smażone grzyby właśnie, czasami w towarzystwie kotletów wieprzowych, czasami w towarzystwie wątróbki z cebulką, a na Boże Narodzenie dodatkowo w zupie grzybowej bądź w sosie. W powszednie dni odnajdywałam je w krupniku, kapuście i gulaszu. Grzybów było zawsze tyle, by zaspokoić nasze apetyty.
Podobnie z orzechami, choć te były znacznie bliżej do zbierania. W ogrodzie dziadków rósł niegdyś ogromny stary orzech, miał duże, ciemnozielone liście i rozłożystą koronę. Latem, gdy słońce było wysoko, orzech rzucał cień na pół ogrodu i bardzo tam było wówczas przyjemnie posiedzieć. Im bliżej jesieni, we wrześniu tym więcej orzechów suszyło się najpierw na słońcu na podwórku, a później na strychu. W grudniu, zawsze pod choinką u dziadków, do prezentów dołączone były jabłka, pomarańcze i orzechy właśnie.




















































Każdego roku siadam z kubkiem gorącej herbaty przy kuchennym stole i obmyślam świąteczny spis potraw. Zadanie nie jest trudne. Lata praktyki w przygotowywaniu świąt i znajomość upodobań naszych podniebień z biegiem czasu pomogły mi stworzyć menu, które zawiera w sobie zarówno tradycję jak i nasze ulubione smaki. Lubię jednak urozmaicenie. W zeszycie z recepturami mam mnóstwo pozycji świątecznych, w tym takich nie do ruszenia, jak na przykład ryba, pierogi, barszcz i grzyby. Mam też wiele z takich, które chciałabym przygotować dodatkowo.
Wszystko jednak oscyluje zazwyczaj wokół produktów ściśle związanych z bożonarodzeniową tradycją. Dzisiaj chciałabym wam przedstawić zupę, która wspaniale będzie prezentować się na wigilijnym stole. Kremowa zupa z kurek z rozmarynowymi knedlami chlebowymi. W moim przypadku to alternatywa dla zupy z suszonych grzybów, której mój mąż nie lubi, twierdząc, że jedyne grzyby smaczne i jadalne to pieczarki. Podsunęłam mu jednak kiedyś sos z kurkami i okazało się, że jest nadzieja. Smakowało. Zupa kurkowa z knedlami też okazała się sukcesem, więc mam już plan wigilijny. Jeśli macie apetyt, to koniecznie wypróbujcie.
























































































































































Receptura:
4 porcje

ZUPA
300g mrożonych kurek
2 cebule drobno posiekane
około 5 łyżek masła klarowanego
1 szklanka bulionu warzywnego
1 ziemniak starty na tarce
4 łyżki kwaśnej śmietany
100 ml śmietanki 30%
sól i pieprz do smaku

Grzyby przed smażeniem rozmroź i dokładnie odcedź i osusz. Na połowie masła usmaż posiekaną cebulę i startego surowego ziemniaka, gdy będą podsmażone zalej bulionem i po krótkim gotowaniu zmiksuj blenderem na kremową konsystencję. Kurki podsmaż na pozostałym maśle. Dodaj do cebulowo ziemniaczanej bazy. Dodaj również kwaśną śmietanę i śmietankę 30%. Dopraw do smaku solą i pieprzem. Podawaj na ciepło z knedlami chlebowymi.

KNEDLE
200g miąższu chlebowego bez skórek
250ml mleka
1 duże jajko
1 łyżka masła 
1 mała cebula drobno posiekana
1 gałązka rozmarynu świeżego drobno posiekana bez łodygi
bułka tarta
sól i pieprz do smaku
ok 1 i 1/2 bulionu warzywnego do gotowania knedli

Miąższ chlebowy pokrój w drobną kostkę. Cebulę podsmaż na maśle i odstaw do wystudzenia. Do chlebowych kawałków dodaj jajko rozmącone z mlekiem, posiekany rozmaryn i podsmażoną cebulę. Dopraw do smaku solą i pieprzem. Wymieszaj i odstaw na pół godziny do lodówki. Następnie wyjmij z lodówki i dodaj do masy bułkę tartą, tyle by dało się formować kulki, by się nie kruszyły (masa zbyt sucha) i nie rozpłaszczały (masa zbyt mokra). Uformowane kulki wkładaj ostrożnie do gotującego się bulionu. Najpierw opadną na dno garnka, ale po kilku minutach zaczną wypływać na wierzch, wtedy wystarczy gotować około 3 minut.
Ugotowane knedle podawaj do ciepłej zupy. Najlepiej przygotować je tuż przed serwowaniem, ale bez problemu surowe kulki mogą czekać w lodówce, przygotowane nieco wcześniej.

Miłego dnia.
Agnieszka


8 komentarzy:

  1. Wygląda (i brzmi) przepysznie!
    A opowieść wciągająca... Cudownie było ją przeczytać... :>
    Mój dziadek też jest grzybiarzem. Pamiętam, jak wędrowałam z nim po lesie. Mieliśmy tajne poletko konwalii - cała polanka nimi porośnięta! Matko Kochana, jak dawno tam nie byłam... Ciekawa jestem, czy jeszcze tam są? Chciałabym udać się tam z dziećmi...

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Wiele rzeczy o których piszę żyje już tylko w moich wspomnieniach. Ogród ma nowego właściciela, któremu orzech przeszkadzał. Grzyby nadal tam gdzie były, chociaż teren został ogrodzony. Na szczęście moje poziomki nadal w sekretnym miejscu, z dala od utartych ścieżek.
      Bardzo jestem ciekawa tego poletka konwalii - musiało być pięknie kiedy zakwitły :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ależ pyszny przepis. I knedle jakie! Zupełnie nieznany mi sposób na zupę. Bardzo dobrze brzmi, jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała propozycja, chociaż u mnie króluje tradycyjna grzybwa, mój mąż to pierwszy grzybiarz i to on nauczył mnie przyjemności zbierania :) knedle fantastyczne, muszą idealnie smakować w takiej zupie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja sobie zamroziłam porcję kurek właśnie na zimę, gdy zatęsknię. Pewnie zrobię zupę właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia urzekły mnie niezmiernie! Bardzo ładny wygląd bloga - lubię taką małą, ale czytelną czcionkę i minimalistyczny design. Co do przepisu, nigdy nie próbowałam zup świątecznych, ale chyba pora skusić się w przyszłym roku. ;>

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż mi w brzuchu zaburczało, danie prezentuje się idealnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. wyglada niesamowicie! a te zdjecia... ach zapiera dech *-*
    pozdrawiam cieplutko ^^

    OdpowiedzUsuń

Wspaniale, że dzielisz się ze mną swoją opinią - dziękuję i życzę miłego dnia :)